arek76p
Wieczne poszukiwanie czegos...
<< Luty 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829
Wyszukiwanie
Wyszukaj w tym blogu:
Fraza:
Od kalendarz do kalendarz
 
O mnie
arek76p
35
,
Poznan
Słówko o mnie
Jestem sympatycznym facetem, ktory lubi zyc swoim zyciem. Ciagle szukam czegos nowego, ineteresujacego, nigdy nie stoje w miejscu.
Zobacz mój profil
Archiwum
Rok 2012
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
3162
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
138
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
773
Notki
2007-03-01 muzyka co pomaga
Wczoraj wieczorem lezalem sobie w lozeczku, choc pozno jeszcze nie bylo, ale wypoczywanie, relaksowanie sie, cieszenie sie nierobieniem niczego wlasciwie nicoscia sprawialo mi ogromna frajde. Spogladam w okno, a tam ciemno, i wlaczylem radio, lecial taki super fajny kawalek, stary z czasow moich studiow, kiedy to bylem ciagle zajety uciechami roznymi studenckimi. Tak mi sie spodobalo, ze wlaczylem stara plyte, i poczulem sie fantastycznie, zamknalem oczy i mialem swoj swiat uludy. ale jednak go mialem, w moich myslach bylem tak szczesliwy, sluchalem i sluchalem.. i bylo cudownie i nagle TRZASK!! drzwi uderzylu o sciane, zanim otwarlem oczy, zrobilo sie zupelnie cicho, nie ma muzyki... to weszla ONA... Wylaczyla bo niby za glosno i ona idzie spac teraz. Znowu zniszyczyla moj swiat moje chwile zapomnienia! Naprawde dawno tak sie nie czulem tak fajnie, trwalo to moze pol godzinki, no i coz skonczylo sie jak musiala jak kazda uluda. Noc minela zalu juz nie ma. Noc spokojna jak kazda, bez emocji, seksu namietnosci tulenia. Nastal ranek, musialem isc do pracy jak zwykle. teraz wlasnie siedze w pracy slucham tej muzyki dawnej i jest fajnie, szkoda ze tamte czasy minely juz. Moze by zrobic cos zeby znowu bylo fajnie, tylko co? i jak ? i z kim niby? a i po co, tez nie wiem. Przez to wszystko wiem ze brakuje mi czegos ze cos przegapialem, ze zapomnialem, albo nie chcialem widziec i samo zaniknelo. Jescze raz powroce do tej muzyki, dostalem takiej sily sluchajac jej tak fajnie zgrala sie z nastrojem moim i pobudzila mnie.
A wogole to wlasnie wczorjaj tez przeczytalem na interii ze jest szkola striptizu dla zona, zaproponowalem mojej ale mnie wysmiala, coz zawsze warto sprobowac co nie.
2007-02-08 a jednak nie umiem pisac bloga....
Nie potrafie pisac blog - smutne to dla mnie ale nie potrafie. Poprostu za szybko mysle nei nadazam pisac, potem wszystko sie gmatwa i na koncu miesza i zapominam co pisalem bo moje mysli sa juz dzo dalej....
2006-12-20 dawno mnie tu nie bylo.... zyczenia tylko
Dawno niczego tu nie pisalem, ale nie bylo czego, zycie smutne jakies, ale swieta ida wiec raduje sie!!! Chcialem zyczyc czytajacym to co pisze wszystkie dobrego w swieta, zdrowka przede wszystkim. No i fajnych prezentow. 
Moze jeszcze szczesliwego Nowego Roku, zeby byl lepszy, ciakwaszy, albo chocby nie gorszy.
Dziekuje
2006-11-24 czy to juz wielka decyzja? a co bedzie potem jak juz sie stanie to?
Dlugo niczego nie pisalem, dlatego ze poprostu nie bylo o czym pisac, wkoncu ciegl etego samego nie mozna powtarzac. Nie chce aby moje zycie opisywane w tym blogu wygladalo na smutne, bo tak nie jest. Absolutnie nie jestem smutnym czlowiekiem, wrecz przeciwnie uwielbiam sie smiac jestem osoba wesola, ktora potrafi zartowac, rowniez z samego siebie.
To ze moje zycie uklada sie tak a nie inaczej to moze i jest moja wina, ale zawasze nalezy ponosic konsekwencje decyzji, choc czy zakochanie sie to decyzja.... no ale wziecie slubu to juz decyzja podobnie jak dzieci...
Wlasciwie to niewiele sie u mnie zmienia, nawet juz niebardzo mam sile probowac cos zmieniec, jest satgnacja, jakas pustka ogolna i wogole. Zwiazek niby jest a go nie ma, ciagle nei mozemy sie dogadac, i jestemy razem dla dzieci narazie, ale to chyba nie da rady w takim ukladzie zyc na dluzsza mete.
Nie spedzam mojego zyci ana umartwianiu sie, ciagle cos robie czyms sie zajmuje, jednak przychodza chwile refleksji, zastanowienia i znowu nic... Tak naprawde to jestem juz bardzo bliski podjecia koncowej decyzji i zamkniecia tematu tego zwiazku, wlasciwie to jestesmy ja i ona. nie wiemy jak rozwiazac wiele spraw teraz, wkoncu zwiazek to wiele zaleznosci i sa one na wielu plaszczyznach. Nie mam doswiadczenia w rozstaniach absolutnie rzadnego, wogole. No ale widac i na mnie przychodzi czas by i to poznach choc chyba wolabym nie poznawac tego smaku.
Nie wiem co bedzie potem, nie wiem czy umiem zyc sam ze soba tylko, bede sam, to musi byc nielatwe. Szkoda z emusze to poznac.
2006-11-13 umiejetnosc kochania
Jak sie zakochac? Chcoby ponownie w swojej zonie? Czy to jest mozliwe wogole? A moze by tak sie zakochac w kims innym byle by wkoncu zakochac poczuc to...? Problem chyba jest takie za je juz nie potrafie sie zakochac, zapomnialem jak si ekocha i chyba nie umiem kochac poprostu. Wlasnie ostatnio o tym mysle, corza wiecej mysle, wkoncu po co zyc z kims jesli nie kocha sie lub nie jest sie pewnym czy sie kocha albo co gorsza ma sie watpliwosci czy umie sie kochac w ogole? Jesli juz nie umiem kochac to faktycznie zycie z zona ma sens bo i tak juz nie umiem kochac, ale skkad ja mam to wiedziec? Jak wlasciwie przekonac sie czy sie umie kochac? Naprawde coraz wiecej o tmy wszystkim mysle i czym wiecje mysle tym mniej wiem na ten tema, pewni etego nei da sie wymyslic to trzeba poczuc, ale jak do licha to zrobic? Jak dac sobie szanse zeby sie zakochac? Pewnie pownienem zaczac poznawac nowych ludzi i wogole, zle chyba wolabym zakochac sie z zonie jednak. Jak znalezc w niej to cos co kiedys widzialo sie odrazu, to co kiedy czynilo ze tlyko o niej myslalem, gdzie to zagubilem? No wlasciwie sa dwa wyjsca albo to ja to zgubilem, albo ona juz te stracila i tego poprostu nie ma. Najgorsze ze niepotrafie okresli co to byla, albo co to jest, poprostu to chyba byla cala ona poprostu, tlyko ze teraz to tez ona a jednak inna jakas.
2006-11-06 milosc mechaniczna, schematy, szacunek
Wlasnie tak sie zastanawialem nad tym co robie, jak wygladaja moje interakcje z zona. Oczywiscie kazde z nas jest niezadowolone ze swojego zycia, kazde zastanawia sie dlaczego tak jest, ale sznujemy sie, wkoncu zyjemy tyle lat razem, chyba nei jestesmy gotowi na zmiany, a moze poprostu brak odwagi i mnie i jej by cos drastycznie zmienic. Ale chcialem napisac o takich prostych rzeczach, jak usmiech, przytulenie, dotkniecie, musniecie, mile slowko. Robie wiele zeczy poprostu ze sie przyzwyczailem, to nie tak ze chcialbym ja utulic, poprostu widze ze siedzi na sofie sama skulona, ja siedze w swoim fotelu, wiem ze oczekuej odemnie ze przysiade sie do nie obejme ja, kiedys robilem to bo chcialem bardzo - to bylo dawno, potem robilem bo smutno bylo patrzec jak ona sie smuci a ja wiem czego oczekuje, tera zstraam sie tego nei robic bo uwazam ze to nieszczere jest, aczkolwiek czasami i tak to robie. To nie jest tak ze robie to wbrew sobie, ale napewno nie czuje sie komfortowo, nawet czuje sie winny , jakbym ja oszukiwal. Nie jest tez tak ze mam kogos innego do przytulania, bo nie mam, ale nie wime co by sie stalo jakbym spotkal kogos takiego kogo chcialbym tulic... naprawde nie wiem, mzoe zmobilizowalby mnie to do podjecia jakiesj decyzji? sma nie wiem, ale z drugiej strony miec kogos takiego i trwac w starym zwiazku jest juz bardzo nieuczciwe, i znowu kolejna niewiadoma, bo zupelnie nie wiem czy dalbym tak rade. Wszystko moze przemyslec, mozna planowac a zycie i tak sie toczy swoja droga, wlasnie ja sam nei wime czy znam siebie wsytarczajaco dobrze, wlasnie od strony emocjonalnej. Ja jakos zzywam sie z ludzmi i moze to stanowi problem.
Wracajac do tego co robie w zyciu codzinnym zyjac z zona, to totalnie denerwuja mnie te utrate szlaki zachowan, reakcje znane i lubiane mniej lub bardziej, ale nie przygnebia mnie to jakos specjalnie , no bo tak chyba musi juz byc w zwaizku. Wiem ze kazdy zyje inaczej w zwiazku, ze kazdy zwiazek jest inny - no chyba, ale wlasnie tak sobie pomyslame ze moj nie jest najgorszy, wkoncu pozostal szacunek. Teraz mam tez troszke mysli wkraczajacych w bardziej intymne sfery zycia... , ale to na bloga chyba sie nie nadaje zabardzo.
2006-11-02 zwiazek walka rozstanie smutek radosc rozterki
Wlasnie czuje sie jakby na zakrecie. Trzeba by podjac decyzje jakas i sie jej trzymac. ale co zrobic jesli decyzja byla podejmowana juz wiele razy, zawsze wybieralismy walke o zwiazek o malzenstwo. Decyzja o rozstaniu jest takak jakas ostateczna nieodwracalna ze zawsze jakos latwiej bylo moze droge walki o zwiazek. Jednak niczego to nie zmienialo, no moze polepszalo sytuacje na kilka dni i potem wszystko wracalo do normy - o ile tak mozna nazwac zycie ktore prowadze. To trwa juz tyle lat, tyle rozmow bylo przeprowadzonych, tyle obietnic postanowien, ze az trudno mowic o tym. Zwykle jest tak ze ona krzyczy ze ma dosyc ze odchodzi i ze tak sie nie da zyc, ja sie zgadzam z tym, ale co z tego? kiedys po nocy przychodzi dzien, uspokojenie , nerwy opuszczaja i wszystko zaczyna sie stabilizowac, lecz tlyko po to by sytuacja potworzylas sie za tydzien lub dwa. Takie zycie to totalna hustawka, wlasciwie chyba pozostalo juz podjac decyzje o rozstaniu, ale jak o tym sobie pomysle to az... wrr.... Jak to w malzenstwie mamy mase powiazan, mamy dzieci przede wszystkim, i tu pierwszy problem sie pojawia. Nie chce miec ograniczonego dostepu do dzieci a bede mial, i wlasciwie dla mnie to powod by trwac w zwiazku. Do tego dodac nalezy powiazania finansowe, wspolne kredyty, zobowaizania, przeciez stanowimy jednosc teraz, wszelkie instutucje postrzegaja nas jako jedno ciala jako rodzine. Do tego dochodzi wychowanie dzieci, nie bede mogl miec na to wplywu i moja meska ambicja nie wime co to ,ale nie potrafie sobie wyobrazic obcego faceta zajmujacego sie moimi dziecmi wychowujacego je. No i co? zwiazke beznadziejny, ale trwam w nim. Ona trwa w tym zwiazku tez, nie zapominam o tym. Wiem ze gdybysmy nie mieli dzieci juz dawno nie bylibysmy razem. Ale mamy je i bardzo kochamy, tlkyo brakuje nam milosci nawzajem do siebie. Jednak jest wiele rozwodow i ludzie jakos to zalatwaija, czyli to jednak jest mozliwe, tlyko chcialbym wiedziec jaka cene bede musial zaplacic.... a tego nie wiem, lecz ilekroc mysle o tym to cena ta wydaje mi sie bardzo bardzo wysoka chyba za wysoka jak dla mnie...
2006-10-31 mialem wkoncu ten seks, ale...
no wlasnie mialem go ale... spokojnie mielem go z zona, tylko ze nie bylem na szczycie, ona byla tam. ale nie o to tu chodzi, problemem jest droga ktora nas tam zaprowadzila. Oczywiscie lubie nawet uwielbim byc na szczycie, ale wole chodzic okreznymi sciezkami, zwiedzac rozne okolice, poznawac ciegle cos nowego. A ona zawsze wybiera droge na skroty znana i prowadzaca szybko na szczyt, przez to coraz czasciej nie moglem nadazyc za nia, wytrenowala sie jesli mozna tak to ujac. Kiedys Chodzilismy roznymi sciezkami tam, ale to bylo lata temu, od kilku lat zawsze tak samo na skroty, na pzrelaj byle do celu. A mnie to nie bawi wogole i to od dawna, ale ta fizyczna potrzeb abycia tam powoduje ze chodze tam czasami z nia. Ale to jest baznadziejne zupelnie. Moze powinienem zaczac chodzic sam? hm.. nie to chyba glupi pomysl tak to chodza tylko mlodzi niedoswaidczenie alpinisci.No tak nie wime czy sie tym tekstem trohe zabardzo nie wyglupilem... no coz czas wszystko pokaze.
2006-10-30 Zmiennosc, szczerosc, rany i ...
Weekend minal jak kazdy, czyli dosyc nerwowo, choc moglo by byc gorzej oczwiscie. Wlasciwie to nawet nie nerwowo, ale dosyc spojkojnie z pewnymi wstawkami. W sobote wieczorem byla okazja wypic troszke alkoholu, byla imprezka. Zona troszke sie upila, myslalem, ze to ja troszke rozochoci... ale jakos efekt byl zupelnie inny , moze nie nieoczekiwany, ale dosyc zaskakujacy. Mianowice oswiadczyla mi, ze ma ochote przespac sie z jakims obcym facvetem, ze nei wie jeszcze z kim, ze moze jeszcze go nie zna, ale ma ochote na totalny seks z kims nowym. Nieraz mowila rozne rzeczy mi potem sie wycofywala i wogole, ranila celowo i przypadkowo, ja zreszta tez, aczkolwiek z pewnymi stwierdzeniami jestem musze powiedziec bardziej powsciagliwy.To chyba musi byc fajne po tylu latach z jednym osobnikiem byc z innym fizycznie mam an mysli idac dalej w tym watku. Jak to tak pzreloze na siebie i nowa kobiete to faktycznie pewnie byloby to interesujace moze wiecje nawet. Ale co potem? I czy napewno byloby tak fajnie? Czy tlyko byloby to dlatego ze to ktos nowy, a potem okazalo by sie ze nic nadzwyczajnego to nie bylo? No i oczywiscie wcale nie wime czy to wogole nastapi, bo slyszelem wiele podbnych "grozb" nigdy niespelnionych, jednak jakasa niepwenosc we mnie pozostaje ciagle.
Nie potrafie ocenic czy powiedziala to szczerze bo tak czuje i chce czy chciala mnie zdenerwowac zranic w jakis sposob... ale napewno mnie to zastanowilo tylko ze nie potyrafie znalezc zadnych odpowiedzi.... Mam nadziej ze ktos to przeczyta i napisza jakas podpowiedz....
2006-10-27 wspolny czas - zakupy we dwoje alez to trudne
Zeby zyc trzeba jesc, zeby jesc trzeba isc do supermarketu, moze i nie trzeba do supermarketu ale tam najlepiej bo mozna kupic o wiele wiecej niz potrzeba polazic po roznych sklepikach itp. Dla mnie to totalna udreka, nie lubie tego robic, ale moja zona uwielbia, i do tego lubi kiedy ja robie to z nia! Tyle lat razem juz jestesmy a ona zaledwie kilka razy byla sama na zakupach. Dlaczego musze spedzac polowe dnia robiac cos co mnie nudzi, czego nei lubie, a robie to tylko dla dobra zwiazku, dla Niej. Ona Twierdzi ze to powinna byc przyjemnosc dla nas, bo spedzamy czas razem itp, ja wolabym go spedzic razem w kinie, na wspolnej kolacji czy gdziekolwiek tlyko nie w supermarkecie.Chodzenie pomiedzy stoiskami pzrebieranie, grzebanie, pzrekladania wybieranie, i zmarnowane godziny.Dlaczego jak mowie ze nie pojade do marketu to slysze ze swinia jestem i ze nie dbam o nia i wogole?? co tam jest takiego cudownego wspanialego??
Moze trudno w to uwierzyc ale supermarket stal sie integralna czascia mojego zycia wiec postanowilem napisac i o tym. Czuje siat w nim uwieziony, nawet piwa nie moge wypic bo ktos musi samochod prowadzic. Wiekszocs znajomych moi tech chodzi do marketu niektorzy to lubia, inni znosza a ja mam juz dosyc.Czy sa kobiety ktore nie lubia supermarketow? Albo dlaczego ona tak bardzo chce zebym ja zawsze chodzil z nia tam?
Generalnie market ma jakies tam pozytywne storny ale nie sa ona az tak bardzo interesujace dla mnie zeby spedzac tam cale dnie. Chocby dzial elektroniczny - ktory chyba znam juz na pamiec i no mase kobiet sie kreci zwykle fajnie ubranych - mozna popatrzec.Nie wiem moze juz wszystko mi przeszladza i stalem sie zrzedliwy, a moze przeszkadza mi to dlatego ze z Nia? Sam tego nie wiem, zwykle pogodny ze mnie czlowiek i naprawde trudno sprawic bym sie nie smial i bym zatracil wesolosc. Moze to tak nie wyglada, ale tak jest. Nastepnym razem napisze cos bardziej pozytywnego.

Zobacz serwisy INTERIA.PL